o, ZOO

W niedziele zeszlego tygodnia udalismy sie ze znajomymi do ZOO.
Zanim zobaczylismy Zoo, zaskoczyl nas korek tak wielki ze, po 10 min. stania w nim zwątpiliśmy.
Zawróciliśmy.
Zaparkowalismy samochody.
I tak oto dwie kobiety w ciaży, w tym ja w 9 miesiacu, dwójka rocznych dzieciaków w wózkach, w tym nasze w parasolce oraz dwóch naprawde odwarznych i dzielnych mężów udalo sie do zoo szlakiem turystyczno rowerowym. Idąc sobie spokojnie pod górkę, w cieniu, w lekkim błocie popowodziowym śmialiśmy się z głupiego tłumu spoconych i sfrustrowanych ludzi w korku. W upale. Z ryczącymi dziećmi.

I po 20 minutach dotarliśmy do Zoo.
I nawet nie bylo kolejki do kas 😀

Za to były wielkie oczy mojego Tadzia i jeszcze większa radość mego męża.
Syn w brzuchu niestety nie zobaczył wiele ale ufam ze mu tez sie podobalo.

Tadeusz nawet o dziwo pozwalal sie unieruchomic na rekach na czas jakis …..
….. i swoim paluszkiem wyznaczał nam nowe cele.
Puszczony samopas, zafascynowany czymkolwiek co zywe i biegające robil wielkie i bardzo glosne ” HYYYYYYYYYYYYYYY” co jest klasyczna oznaka zadziwienia i oczyiscie wyciagal swoja ukochana bron- paluszek.
O tak!
Na drugim miejscu , zaraz po bieganiu i straszeniu ludzi dziwnymi odglosami zadziwienia, Tadeo upodobal sobie opcje ” na barana”. Z reszta, nie tylko on:) Z wysoka nawet strusie byly mniejsze od naszego syna:d

Jednak chyba, mimo wszystko, mimo zmeczenia i wielosci atrakci mini zoo podbilo serce mych mężczyzn:>
Zastanawiam sie do tej pory, czy to Tadzio nie chcial iść, czy tez może moj boski malzonek zachecal naszą latorośl do nie- wracania 😀

Dziekujemy kochanym Kupczykom za super dzien:)

Advertisements

Agro-weekend, czyli MUUUUUUUUUUUUU i Brrrrrrrrrrrrrrrrrr all day long.

Spedzilismy weekend na wsi, u Prababci Alinki i Pradziadzia Tadeusza.

Malutki Tadzio, jak na prawdziwego prawnuka przystalo, zakochal sie w krowce (mmmmmmmmuu), traktorze brrrrrrrrrrr, oraz swince( tego odglosu niestety nie da sie zapisac). Tak wiec, cale dnie spedzalismy w oborze. Mimo pieknego sloneczka i swierzego powietrza, Tadzio wybral zatechle “zapaszki” zwierzat.

W prawdzie bal sie poglaskac swoje ukochane Mmmmmmmmmmmmuu, lecz mysle ze nastepna wizyta to zmieni:)

Tadzio jest przeuroczy. To niesamowite ze dzieci sa tak zainteresowane doslownie wszystkim. A nam, doroslym przechodzi jakos…. i juz nas nie dziwi ze krowa macha ogonem, by odgonic muchy, ani, ze traktor ma takie wieeelkie kola. Obok slimaka przechodzimy obojetnie, nawet nie zastanawiajac sie nad jego marnym zywotem. I nie piszczymy ze szczescia na widok rosolu. A jajko na miekko na sniadanie nie jest tematem naszych rozmyslan. Bo dlaczego bialko jest sciete a zoltko przecieka miedzy palcami?  A Tadzia to wszystko tak dziwi i zachwyca. A jak pomysle ze on ma dopiero 14 miesiecy i tak malo( duzo) rozumie, i ze kazdy kolejny dzien to wybuch calkiem nowych doswiadczen, to az mi dech zapiera z wrazenia ze on to ogarnia. To, co dla mnie jest codziennoscia dla niego jest czyms niezwyklym.

Wydaje mi sie taki madry, bo rozumie proste polecenia i reaguje na znane mu przedmioty.

A przeciez to jeszcze taki “glupolek”:)