Agro-weekend, czyli MUUUUUUUUUUUUU i Brrrrrrrrrrrrrrrrrr all day long.

Spedzilismy weekend na wsi, u Prababci Alinki i Pradziadzia Tadeusza.

Malutki Tadzio, jak na prawdziwego prawnuka przystalo, zakochal sie w krowce (mmmmmmmmuu), traktorze brrrrrrrrrrr, oraz swince( tego odglosu niestety nie da sie zapisac). Tak wiec, cale dnie spedzalismy w oborze. Mimo pieknego sloneczka i swierzego powietrza, Tadzio wybral zatechle “zapaszki” zwierzat.

W prawdzie bal sie poglaskac swoje ukochane Mmmmmmmmmmmmuu, lecz mysle ze nastepna wizyta to zmieni:)

Tadzio jest przeuroczy. To niesamowite ze dzieci sa tak zainteresowane doslownie wszystkim. A nam, doroslym przechodzi jakos…. i juz nas nie dziwi ze krowa macha ogonem, by odgonic muchy, ani, ze traktor ma takie wieeelkie kola. Obok slimaka przechodzimy obojetnie, nawet nie zastanawiajac sie nad jego marnym zywotem. I nie piszczymy ze szczescia na widok rosolu. A jajko na miekko na sniadanie nie jest tematem naszych rozmyslan. Bo dlaczego bialko jest sciete a zoltko przecieka miedzy palcami?  A Tadzia to wszystko tak dziwi i zachwyca. A jak pomysle ze on ma dopiero 14 miesiecy i tak malo( duzo) rozumie, i ze kazdy kolejny dzien to wybuch calkiem nowych doswiadczen, to az mi dech zapiera z wrazenia ze on to ogarnia. To, co dla mnie jest codziennoscia dla niego jest czyms niezwyklym.

Wydaje mi sie taki madry, bo rozumie proste polecenia i reaguje na znane mu przedmioty.

A przeciez to jeszcze taki “glupolek”:)

Advertisements